niedziela, 10 maja 2015


Tytuł: Quiet love
 Autor: Hercuś
Banner:?
 Uwagi: miłość homoseksualna, niepełnosprawność, możliwe niezgodności z rzeczywistością Opis:Harry i Louis są nietypową parą. Po prostu.tego króciutkiego szota dedykuje Martynce bo mi go zbetowała, tęsknie za nią :(



Może to wyda się dziwne, ale Harry uwielbiał rutynę, która zbudowała się w ciągu ostatniego roku. Dzisiaj jak zwykle został obudzony przez głośnie wibrowanie ekspresu do kawy*. Pośpiesznie ubrał bokserki i zbiegł po starych brązowych schodach głośno tupiąc. Jego ukochany stał właśnie przed płytą indukcyjną i smażył jajecznicę. Harry podszedł do młodszego owinął go ramionami i położył głowę na jego ramieniu co oznaczało, że coś jest przyjemne, dobre lub po prostu chłopak w danej chwili jest wesoły. Zjedli jajecznicę bawiąc się pod stołem swoimi złączonymi rękami. Harry był naprawdę dumny z tego, że ma takiego chłopaka. Po śniadaniu jak zwykle udali się do sypialni i ubrali się na wzajem. Louis miał na sobie brązowe spodnie i koszulę w kratę, a Harry ciemne rurki i sportową bluzę. Hazz poczuł dwa palce na zgięciu jego prawej ręki co oznaczało, że szatyn chce wyjść z domu. Jesień w tym roku była naprawdę piękna. Cały park znajdujący się koło domu chłopców pokrywały pomarańczowe i czerwone liście. Słońce pomimo wczesnej godziny już zachodziło, a stara ławka już nie "straszyła" tylko polepszała ten niesamowity klimat. Para trzymała swoje małe palce splecione, nie zważając na starszych ludzi, którzy rzucali im nieprzyjemne spojrzenia. Szli leśną ścieżką nieśmiałe, niebieskie oczy szatyna wpatrywały się zdenerwowane w Harry'ego. Kędzierzawy podszedł do do barierki, z za niej widok na małą rzeczkę był naprawdę dobry. Stuknięcie w ramię oznaczało po prostu, że powinien się odwrócić. Kiedy już to zrobił zobaczył szatyna całego bladego i zmartwionego, miał już panikować, że coś się stało jego kruszynce ale zauważył w rękach niebieskookiego małe, czerwone pudełeczko. Louis drżącymi dłońmi je otworzył, a zawartość błysnęła w zachodzącym słońcu. Łzy szczęścia polały się wzdłuż policzków bruneta, kiedy machał głową "na tak" jak opętany. Louis założył pierścionek na jego palec ciągnąć nie spodziewanie bruneta na siebie. Nie zważając na możliwych przechodniów czy brud ( nie zważając na cokolwiek ) zaczęli się turlać po ziemi cali zapłakani i rozweseleni.Na pierwszy rzut oka dało się stwierdzić, że Harry i Louis nie są normalną parą. Normalni ludzie po zaręczynach prawdopodobnie rzuciliby się na łóżko nie wychodząc z niego przez tydzień, natomiast oni po przyjściu do domu stwierdzili, że zrobią ciasto... Tak, ciasto. Masa była już gotowa, wystarczyło tylko znaleźć blaszki. Harry wybrał zieloną, swoją ulubioną. Biały piekarnik zrobił charakterystyczne "ding", co oznaczało, że ciasto jest już gotowe, następnie Louis starannie wyjął formę z piekarnika uważając, by się nie oparzyć. Filmem, który loczek wybrał na dzisiejszy wieczór był "Kocham, Rosie". Oczywiście nie obyło się bez łez i przytulania (no i... rzucania popkornem w znienawidzone postacie, ale to możemy pominąć).


 *- Ten świat jest w mojej głowie, można w nim być niemym niebędący przy tym głuchym.PEWNIE SIĘ ZASTANAWIACIE CZEMU BOHATERZY NIE POROZUMIEWAJĄ SIĘ JĘZYKIEM MIGOWYM. W TAKIM ZWIĄZKU JAK W OPOWIADANIU KŁÓTNIE NIE MAJĄ PRAWA ISTNIEĆ, NP KIEDY CHCESZ POKAZAĆ KOMUŚ, ŻE WYCHODZISZ MUSISZ WZIĄĆ JEGO RĘKĘ I JĄ UŚCISNĄĆ (przynajmniej ja w zaistniałej sytuacji nie umiałabym się z kimś pokłócić) + MUSIAŁAM WYMYŚLIĆ COŚ SŁODKIEGO, PRAWDA?




Banner @cuddlebrooksie - tt Autor:HercuśOpis:Harry nosi wianek na głowie i jest jeszcze dzieckiem, Louie nosi na głowie zieloną czapkę i zdecydowanie jest dojrzały.








Cześć, mam na imię Harry, właśnie znalazłaś mój dziennik (chyba, że ci go udostępniłem w co wątpię), i tak napisałem "znalazłaś", ponieważ dziennik ten jest magiczny i żaden chłopiec oprócz mnie nie może go otworzyć (zagubieni chłopcy by się śmiali, a Louis przestałby patrzeć na mnie tak specjalnie, bałby się.) Mam piętnaście lat no... W zasadzie to trzydzieści , ale w Nibylandii się nie starzejemy. Piętnaście lat temu wraz z zagubionymi chłopocami przyrzekliśmy sobie, że nigdy nie zatęsknimy za rodziną, nie będziemy zwracać uwagi na upływ czasu czy, że nigdy nie zdradzimy przyjaciół, i najważniejsze nigdy, przenigdy się nie zakochamy. Co prawda większość z tych zasad została złamana, sam złamałem "zasadę czasu" czy "zasadę tęsknoty" nie raz, ale perspektywa złamania zasady "NIGDY, PRZENIGDY" po prostu mnie przerażała...Tak zakochałem się i to nie w jednej z malutkich wróżek czy w czerwonoskórej córce wodza...Tą osobą był mój najlepszy przyjaciel od właściwie zawsze...
🌸
Dwa tygodnie temu siedziałem z moim przyjacielem Niallem na małej łące graniczącej z lasem wróżek, jak zwykle blondyn mnie rozśmieszał, pewnie było słychać nas w całej Nibylandii, nasze śmiechy ucichły, kiedy zorientowaliśmy się, że nad nami stoji nie kto inny jak Louis. Miał na sobie zwykłe czarne spodnie (wspaniale opinające się na jego pośladkach), zielony T-shirt i czapkę tego samego koloru. Zwykły jak na niego strój, ale i tak zrobił na mnie wrażenie. Z zamyślenia wyrwał mnie głos.
- Kwiatuszku, mógłbym cię porwać na chwilę?- Zapytał chłopak, wyciągając rękę przed siebie.
-ykyym, ttak- Zająkałem się i chwyciłem jego dłoń. Lou zaprowadził Harrego nad wodospad, dużo rozmawiali na temat Liama, został on ostatnio ugryziony przez jadowitą ważkę, czy temat Zayna, który zaczyna się buntować przeciwko Louisowi, to on nas tu sprowadził z Anglii ( w przypadku blondie z Irlandii), wcześniej nie mieliśmy szczęśliwego życia, każdy z nas miał trudne dzieciństwo. Do dzsiaj męczą mnie koszmary, widzę, jak ten chłopak, Nick bije moją siostrę, szkoda, że ne może być z nami w Nibylandii. Mama mówiła, że kiedy ktoś umiera idzie do nieba i pilnuje ludzi, których zostawił na ziemi. Ja muszę być bezpieczny, pilnuje mnie moja mama i siostra Gem. Poczułem jak Lou kładzie swoją głowę na moje ramię.
- Kwiatuszku, robi się nebezpiecznie.- Był wyraźnie zmartwiony.
- Co masz na myśli?-Zmarszczyłem brwi.
- Nic nie widzisz? Zayn się buntuje, Ed zabujał się na dobre w tej blondynie co mieszka u indianów, a Niall to idoita, no to żadna zmiana.
- Jak śmiesz tak mówić o naszych przyjaciołach!- Oburzyłem się.
- Ty nic nie rozumiesz, dzieciaku! Cały system pada, niedługo się pozjadamy nawzajem!
- Ta czapka cholernego Piotrusia Pana w mózg ci wrosła! Co ty w ogóle gadasz?!
🌸
Od tamtego czasu LouLou już nie patrzy na mnie tak ładnie, właściwie to nie patrzy na mnie wcale, ale to szczegół. Wczoraj były moje szesnaste urodziny, z sześciu zaproszonych osób była tylko połowa. Louis był zajęty robienie wszystkiego by "system nie padł", ale mu na razie ne wychodzi, moje urodziny są na to dowodem; Zay nadal zbuntowany Malik postanowił nie przychodzić, a Ed wziął ze sobą Ronie, która swoją drogą była naprawdę miła (śmiało mogę nazwać ją połączeniem Nialla Lou i Eda).
🌸
Przepraszam cię pamiętnczku, że długo nie pisałem, ae dzieją się w Nibylandii złe rzeczy; Ed odszedł od zaginionych chłopców, Liam bardzo się rozchorował, a Lou wczoraj nakrzyczał na Blondie i biedny Irlandczyk nie może przestać płakać, nie czuję się tu bezpiecznie, chcę uciec. Lou to nie jest ta sama osoba, ciągle chodzi i gada o jakimś systemie, to jakaś paranoja!
🌸
Dzisiaj postanowiłem uciec, wziąłem swój zielony plecak (przemycony z mojego domu w Londynie), ubrałem moje różowe converse i... A no tak! Nie mogę przecież zapomnieć nitki na wypadek jakby mój wianek się popsuł
Kiedy założyłem już plecak na swoje plecy pobiegłem szybko w stronę lasu, z nadzieją, że nikt mnie nie widział.
OKOŁO GODZINY ÓSMEJ
TRZYDZIEŚCI:
Drogi pamiętniku wybiegłem w las, znajduje się daleko od czegokolwiek, mam nadziję, że nikt mnie nie znajdzie.
OKOŁO JEDENASTEJ PIĘTNAŚCIE:
Drogi pamiętniku właśnie znalazłem dobre miejsce na rozbicie namiotu. Znajduje się ono w niewielkim wgłębieniu.
GODZINA NIE MAM POJĘCIA KTÓRA:Bardzo chce mi się pić, nie ma tu wody, co ja sobie do cholery myślałem?!
Płaczę od około trzech godzin, głowa strasznie mnie boli, chcę wrócić do LouLou!
BARDZO PÓŹNA GODZINA!:
Chyba wypłakałem wszystkie łzy!
Jestem głodny, strasznie mi zimno, jedzenia brak, a na dodatek podarł mi się namiot. Ja naprawdę chce do Louisa!
🌸
Od dwóch dni nie miałem ani kropli wody w ustach. Jedyne co jestem w stanie robić to leżeć, mój wianek już dawno zwiędł (jak to się pisze:,,), co ja sobie myślałem, jestem strasznym dzieckiem! Umrę tu! Moje samopoczucie było na tyle złe, bym nie był w stanie zorientować się, że moi przyjaciele są w pobliżu. Poczułem jak ktoś (prawdopodobnie Irlandczyk) głośno płacze i krzyczy moje imię, przystawiając później flakon z wodą do moich ust.
🌸
Okazało się , że to byli Indianie wraz z Niallem i Edem, jeden z myśliwych znalazł mój namiot i wezwał resztę by mi pomóc. Podobno w naszej paczce wszystko się już naprawiło, niestety nie mogłem się o tym przekonać, ponieważ chwilowo znajdowałem się w wiosce Indian, którzy faszerowani mnie jakimiś nieznanymi mi ziołami. Kiedy usłyszałem, że ktoś wchodzi do szałasu otworzyłem oczy i podniosłem się, to był mój Lou!
- Część Kwiatuszku!- Podbiegł do mnie i mocno przytulił.
- Prawie umarłeś, tak bardzo przepraszam!- Zapłakał - Zniosłem te wszystkie zasady, to było cho re! Odsunołem(idk jak to się pisze) się minimalnie od niego.
- LouLou, ja ciebie chyba kocham.- Przeniosłem wzrok na swoje kolana, a łzy same spłynęły mi po policzkach.
- Hej Kwiatuszku, czemu płaczesz?
- Bo-o ty m-mnie-e niee ko-ochasz.
- Kto ci to powiedział? - Zmarszczył brwi, a po chwili poczułem jego palec na moim podbródku, następnie jego usta wylądowały na moich.








poniedziałek, 6 kwietnia 2015